Roman

Roman

środa, 13 kwietnia 2016

Stanley Kubrick i Księżyc

O tym, że Stanley Kubrick sfingował na prośbę amerykańskiego rządu sceny lądowania astronautów na Księżycu krążyły w Hollywood plotki, szczególnie po nagłej śmierci zestresowanego reżysera po ukończeniu filmu OCZY SZEROKO ZAMKNIĘTE, o czym pisałem w moim ostatnim artykule: http://romannacht.blogspot.com/2016/04/stanley-kubrick-nad-czy-pod-tecza.html

Ze względu na wielkie zainteresowanie Czytelników reżyserem mającym niemiłe doświadczenia z członkami kościoła scjentologicznego oraz innych wpływowych osób, postanowiłem ponownie napisać o tych doświadczenia, aby przybliżyć zainteresowanym na czym może polegać jeden ze sposobów nowoczesnego tworzenia iluzji w celu manipulowania skołowaną i tak już poważnie opinią publiczną.

Jay Weidner 

Człowiekiem który zagłębił się w przestudiowanie życia Kubricka jest filmowiec i badacz, Jay Weidner, twórca trzech praw wszechświata. Oto one:
Te sprawy, które są najbardziej tuszowane i tłumione najprawdopodobniej są najbliższe prawdy.
Jeśli obraz jest wart tysiąc słów, to symbol jest wart tysiąca obrazów.
 Jedynymi ludźmi, którzy nazywają spiski "teoriami" są spiskowcy.
   Odsuwając na bok hollywoodzkie plotki, pozostają solidne przesłanki, które je jednak potwierdzają. Sceny z lądowania amerykańskich astronautów na  Księżycu zostały nakręcone na Ziemi przez genialnego reżysera, Stanleya Kubricka na zlecenie amerykańskiego rządu.
  
Wielkie pomysły i przełomowe odkrycia czekają na tych, którzy potrafią odsłonić kolejną warstwę skrywającą prawdę.
Neil Armstrong, amerykański astronauta,
dowódca misji Apollo 11, wtajemniczony,
zwany pierwszym człowiekiem który stanął na Księżycu:
To jest mały krok człowieka, ale wielki skok dla ludzkości.
   Mieszkając w latach 1980 w St. Cloud na Florydzie, skąd z werandy mojego domu obserwowaliśmy wieczorami niebo nad Cape Canaveral i potem mieszkając
w Houston, w Teksasie miałem okazję poznać ludzi pracujących dla agencji NASA. Wieczorami, nad basenem w prywatnych domach, z drinkiem w dłoni można usłyszeć ciekawe opowiadania - także na temat osławionych misji APOLLO. Podczas tych rozmów można było wywnioskować, że - i owszem - Amerykańscy astronauci wylądowali na Księżycu, jednak nie byli tam pierwszymi Ziemianami,
a te sceny, które udostępniono ludziom na całym świecie z pomocą telewizji były po prostu sfabrykowane dla szarych mas.
 Joseph P. Farrell, Henry Stevens, a w Polsce Igor Witkowski przedstawili wystarczająco dowodów na to, że niemieccy, nazistowscy uczeni już w 1943 roku dysponowali zaawansowana technologią i konstruowali t.zw. wówczas latające spodki a raczej dzwony (niem: die Glocke).

 Polski dziennikarz, badacz i autor, Igor Witkowski

 Die Glocke

Amerykanie po podpisaniu przez hitlerowskiego admirała Karla Dönitza aktu kapitulacji Wehrmachtu byli szczególnie zainteresowani specjalistami w takich dziedzinach jak broń rakietowa, broń chemiczna, aerodynamika itd. (co opisałem już w moich wcześniejszych artykułach).
Ci niemieccy naukowcy, którzy okazali się potrzebnymi dla rządu USA byli przerzucani do USA z pomocą kurii watykańskiej, często wraz rodzinami. Gdy piszę rząd, to nie mam na myśli wszystkich członków ówczesnego rządu amerykańskiego, lecz tych ludzi, którzy nie musieli informować np. Departamentu Stanu o tego typu i podobnych akcjach. Tak to wygląda do dziś.

Jay Weidner powiada, że wielokrotnie słyszał od ludzi ze sfer amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, że gdy pokazano prezydentowi J.F. Kennedy'emu na czym polega technologia "latających spodków", ten zauważył, że technologia ta może być pomocna w rozwiązaniu wielu problemów na świecie, a jej ujawnienie umożliwi dostęp do taniej i przyjaznej dla środowiska energii. Skoro więc zdajemy sobie dziś sprawę w jakim stanie znajduje się nasze środowisko dzisiaj (toksyny, radioaktywność, wszechobecny elektrosmog), a po dziś dzień technologii tej nie ujawniono, to możemy się domyślać  k o m u  nie odpowiadał tok myślenia Johna F. Kennedy'ego.

Weidner stwierdził, że niedługo potem Kennedy w trakcie słynnego przemówienia zwrócił się do agencji NASA z prośbą, aby Ameryka mogła w ciągu najbliższych lat wysłać człowieka na Księżyc. Kennedy, który zdawał sobie sprawę z rządu cieni dzierżącego faktycznie władzę w USA chciał w ten sposób zmusić tych ludzi i NASA do ujawnienia tej niemieckiej technologii. 

JFK i Werner von Braun

Jay Weidner: W 1963 roku, po zamordowaniu Kennedy'ego NASA przystąpiła do realizacji innego planu, który pozwalał nadal zachować w tajemnicy technologię latających spodków. Trzeba było jednak symulować, że to zwykłe ziemskie, amerykańskie rakiety przetransportowały astronautów na Księżyc i z powrotem. Nazistowska technologia miała nadal pozostać nieujawniona.
Gabinet cieni decydował, a Pentagon i NASA tańczyły jak im grano. W tle zimna wojna między ZSRR a USA. Światowy rząd cieni posługuje się zawsze prawem biegunowości: poróżnij i rządź z ukrycia. Zastanówmy się przez chwilę jak wyglądałby dziś nasz świat, gdyby Amerykanie podzielili się zdobytą od Niemców wiedzą i  w s p ó l n i e  pracowano by dla dobra ludzkości...
   Z początkiem 1964 roku Kubrick planował nakręcenie filmu science fiction.
W trakcie pracy nad wcześniej nakręcanym filmem pt. Dr Strangelove, zwrócił się do Sił Powietrznych USA z prośba o zgodę na sfilmowanie bombowca B-52. Pentagon odmówił. Obrazili się na niego. Dr Strangelove ośmieszał amerykańską politykę wojskową i pokazywał palcem z jakim elementem (ex-nazi) współpracuje armia amerykańska. Jednak Stanley Kubrick nie zraził się odmową i zastosował  efekty specjalne imitujące lot B-52, a te wywierały silne wrażenie w 1963 roku. Właśnie wtedy mógł tym zwrócić na siebie uwagę ludzi, planujących sfingować sceny lądowania Amerykanów na Księżycu. Czego mógłby dokonać Kubrick gdyby przekazać do jego dyspozycji znaczne fundusze?
Jay Weidner: Nikt do dziś nie wie, jak ludziom u władzy udało się namówić Kubricka do wyreżyserowania scen "lądowań" na Księżycu. Możliwe, że jednym
z czynników dzięki któremu rząd namówi go do współpracy był fakt, iż jego brat, Raul Kubrick był rzekomo związany z Amerykańską Partią Komunistyczną. Stanley miał reputację twardego negocjatora. Fajnie byłoby być muchą na ścianie
w trakcie jego negocjacji z NASA, aby móc to zobaczyć na własne oczy... Wygląda na to, że Stanley sfingował sceny lądowania na Księżycu w zamian za dwie rzeczy:
- nieograniczony budżet na wyprodukowanie jego największego filmu science fiction pt. 2001: A space Odyssey (2001: Odyseja kosmiczna) oraz
- możliwość kręcenia do końca życia filmów wedle swego życzenia bez nadzoru
i cenzury. Z wyjątkiem swojego ostatniego filmu Eyes Wide Shut (Oczy szeroko zamknięte).

Bardzo wiele spraw łączy proces powstawania filmu 2001: Odyseja kosmiczna 
z programem Apollo. Kręcenie filmu rozpoczęto w 1964 roku, a zakończono
w 1968, tak jak Program Apollo. Data pierwszego lądowania na Księżycu to 20 lipca 1969. Uczony o nazwisku Frederick Ira Ordway III był pracownikiem NASA biorącym udział w Programie Apollo, a zarazem głównym konsultantem naukowym Kubricka w trakcie kręcenia 2001: Odysei kosmicznej. Kubrick musiał teraz stworzyć jak najbardziej realistyczne ujęcia powierzchni Księżyca, jeżeli miał uniknąć scen kręconych nieudolnie w studio. Te ujęcia miały być na tyle rozległe jakby były naprawdę kręcone na Księżycu. Kubrick próbował na wszelkie znane sposoby zanim zdecydował posłużyć się techniką filmową zwaną przednią projekcją. - To właśnie ta technika sprawiła - pisze filmowiec Weidner - że Kubrik odcisnął swoje piętno na wszystkich fotografiach i całym materiale video z misji Apollo. 
- Co to jest przednia projekcja?
- Technika ta umożliwia rzutować scenografię za aktorów w taki sposób, że w kamerze powstaje obraz dający złudzenie poruszania się aktorów w środowisku wyświetlanym na ekranie za nimi. W latach 60-ch XX wieku nikt nie dysponował lepszą techniką, Stanley Kubrick jeszcze bardziej ją udoskonalił. Aby zobaczyć jak to wygląda na ekranie, warto uważnie przyjrzeć się scenom z małpami na początku filmu 2001: Odyseja kosmiczna. żadnej z tych scen nie nakręcono
w otwartej przestrzeni. Widoki otaczające małpy były w rzeczywistości fotografiami pustyni wyświetlanymi na ekranach typu Scotchlite z tyłu planu;
Te ekrany znajdują się tuż za aktorami podobnie jak za astronautami z misji Apollo co tworzy złudzenie, że znajdują się oni na powierzchni Księżyca, jednak
w rzeczywistości są zamknięci na małej przestrzeni studia.


Loża Iluminatti często dworuje sobie z bydła naziemnego (jak nas nazywają na swoich zebraniach) wstawiając kilka scen w popularne seriale lub filmy cieszące się dużą oglądalnością. - Macie oczy, a nie widzicie - cieszą się z naszego niedoinformowania. W 1971 roku ja też patrzyłem, ale nie widziałem.

Tak też było z siódmym filmem o przygodach brytyjskiego agenta i killera, Jamesa Bonda pt. Diamonds are forever (Diamenty są wieczne) reżyserowanego przez Guya Hamiltona. 007 w opałach stara się ukryć w studio filmowym,
w którym właśnie – całkiem przypadkowo - zespół filmowców nagrywa scenę...
z lądowania amerykańskich astronautów na Księżycu. Z pomocą repliki pojazdu jakiego używali tam astronauci, James Bond ucieka prześladującym go zbirom. Przypadkowo scenografem, który stworzył tę scenę do filmu o brytyjskim agencie był Ken Adams..., przypadkowo ten sam, który współpracował ze Stanleyem Kubrickiem!

Weidner podaje, że z dokumentacji agencji NASA wynika, że amerykańscy astronauci z misji Apollo używali aparatów wielkoformatowych firmy Hasselblad wyposażonych w duże rolki 70-milimetrowego filmu. Tego samego filmu używał Kubrick podczas kręcenia obrazu 2001: Odyseja kosmiczna. Używając tego typu aparatów trzeba stale ustawiać ostrość. Powinniśmy zatem oczekiwać, że otrzymamy masę nie wyraźnych fotografii. Co więcej, fakt, że z powodu kasków nie mieli nawet możliwości patrzeć przez wizjonery swoich aparatów, dodatkowo zwiększa prawdopodobieństwo, że większość wykonanych przez nich zdjęć była by nieostra.

Przejrzałem całą dokumentację fotograficzną z programu Apollo. Gdy bada się te fotografie zauważa się coś zupełnie przeciwnego do tego, czego należałoby się spodziewać. Zamiast wielu nie ostrych ujęć mamy same prawie idealnie skadrowane obrazy. Ci astronauci robiący amatorskie fotografie mają niesamowite wyczucie, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że nie byli nawet w stanie patrzeć przez wizjery swoich aparatów. Ich obrazy są takiej jakości, jakby były wykonane przez wysokiej klasy zawodowego fotografa.

Stanley Kubrick zanim poświęcił się karierze reżyserskiej pracował dla LOOK Magazine jako zawodowy fotograf. Zawodowy filmowiec, Weidner twierdzi, że nawet zawodowiec patrząc przez wizjer miałby duże trudności z wykonaniem tak precyzyjnych i ostrych zdjęć. Tylko specjaliści mogą połapać się, że chodzi tu o fotografie i technikę przedniej projekcji.

- Aparaty fotograficzne, których używali astronauci nie były zmodyfikowane przez firmę Hasselblad ani nikogo innego - uzupełnia Jay Weidner. - Jako profesionalny fotograf i filmowiec zmagałem się z problemem głębi i ostrości przez ponad 40 lat. 

Richard C. Hoagland - badacz i autor
znienawidzony przez NASA i main stream media
 
Rickard Hoagland jest również współautorem książki pt. Dark Mission: The Secret History of NASA (Mroczna misja: Tajna historia agencji NASA), która zajęła 21. miejsce w 2007 roku na liście The New York Times Best Seller non fiction. 

Richard Grossinger, założyciel wydawnictwa North Atlantic Books pisze m.in., że jego książki są rozchwytywane. Inna książka Hoaglanda -  The Monuments of Mars: A City on the Edge of Forever (Marsjańskie zabytki: miasto na krawędzi nieskończoności) - była sprzedawana z szybkością ponad 2000 egzemplarzy miesięcznie. Grossinger donosi także, że Hoagland napisał tę książkę w więzieniu hrabstwa Los Angeles. Także słynny szwajcarski publicysta znany także w Polsce, Erich von Däniken swoją drugą książkę zmuszony był pisać w więzieniu. Neoinkwizycja w toku.


Obaj badacze - Weidner i Hoagland są zaprzyjaźnieni. Ten drugi jako były konsultant NASA również zbadał wiele fotografii z misji Apollo pod innym kątem niż Weidner i odkrył w nich wiele anomalii, np. specyficzne kształty na niebie wokół astronautów znajdujących się rzekomo na powierzchni Księżyca. Jego zdaniem kształty te wskazują na jakąś gigantyczną szklaną budowlę wznoszącą się za i nad głowami astronautów. Badacz przetwarzał otrzymany od agencji NASA materiał fotograficzny w różnych programach graficznych. Oczywiście - jak można było oczekiwać - Hoagland został zaatakowany przez opłacanych jak
i naiwnych naukowców, jednak dotąd ani jeden z nich nie potrafił wyjaśnić  ani rzeczowo,  c o  widnieje na tych fotografiach. Praca badawcza Rickarda Hoaglanda jest więc nadal ignorowana podobnie jak wnioski badaczy zamachu na prezydenta J. F. Kennedy'ego albo na wieżowce WTC w Nowym Jorku 11 września 2011 roku. Przykład takiego postępowania dały na przestrzeni minionych tysiącleci różne kościoły  z ich dogmatami wiary. Ważny jest dogmat a nie fakty.
- Jego przeciwnicy albo się faktycznie mylą, albo po prostu wiedzą o co chodzi - pisze Weidner. - Byłem z Hoaglandem, gdy odnajdywał artefakty na powierzchni Księżyca. Widziałem fotografie przedstawiające  bardzo dziwne rzeczy. Nie mam zamiaru polemizować ani z nim, ani z kimkolwiek innym.

Obaj badacze doszli do wniosku, że NASA faktycznie wysłała astronautów na Księżyc. Istnieje też cała masa dowodów na jakiś rodzaj aktywności na Księżycu starych cywilizacji. [Patrz moje posty pt. "Egzopolityka" 1 i 2]. Jednak ówczesna, konwencjonalna technologia rakietowa nie była w stanie umożliwić ludziom lądowania na Księżycu. Stanley Kubrick korzystając z techniki przedniej projekcji oraz ekranów typu Scotchlite. W NASA nikt nie stara się odpowiedzieć na pytania Hoaglanda i innych badaczy czym są te dziwne obiekty, które znajdują na fotografiach z Księżyca, a które tam być nie powinny. Agencja nagle twierdzi, że utraciła wszystkie swoje fotografie z wypraw na Księżyc. Ponadto oryginalny zapis w wysokiej rozdzielczości został "przypadkowo" nadpisany.
- Czy istnieje w Nieskończoności w której żyjemy i której cząsteczkami jesteśmy miejsce na przypadek?... Czy raczej przypadło nam żyć w Nieskończoności?! 

 Może z tej przyczyny Neil Armstrong
- rzekomo pierwszy człowiek na Księżycu -
nie chciał brać udziału w obchodach 40 rocznicy lądowania na Księżycu...?

Jay Weidner: Wielu badaczy wskazało na różne kąty padania światła na powierzchnię Księżyca. Ponieważ Słońce jest jedynym źródłem światła, to skąd na Księżycu cienie pod różnymi kątami? Gdyby stali w jasnym świetle słonecznym, ich cienie padałyby pod takim samym kątem. Jednak na niektórych fotografiach tak nie jest. Dlaczego? Ponieważ genialny Stanley Kubrick używał oświetlenia studyjnego, a zrobił to celowo, jako swoistego rodzaju podpis [tak jak Alfred Hitchcock i jego ulubione rólki cameo w jego filmach. RN].

Weidner dalej: W moim filmie dokumentalnym poświęconym fałszerstwom agencji NASA (jeśli chodzi o misje Apollo) pt. Kubrick's Odyssey, przedstawiam znacznie więcej dowodów niż można w krótkim artykule. Jestem pewien, że jakaś część świadomości Kubricka chciała, żebyśmy dowiedzieli się, że to on sfingował to wszystko... i dlatego pozostawił wskazówki zdradzające  k t o  i  j a k  to stworzył. Film "2001:Odysea kosmiczna" jest moim zdaniem najlepszym ezoterycznym filmem wszech czasów. Kubrick zaprojektował czarny monolit w taki sposób, by miał on dokładnie takie same wymiary jak ekran, na którym wyświetlano film. Monolit i ekran są tym samym. To naprawdę jedno z największych odkryć
w historii kina. [...] Dlaczego wytwórnia filmowa Metro-Goldwyn-Mayer* nie interesowała się tak drogim projektem? Ponieważ MGM*  nie finansowała tej produkcji. To był amerykański rząd.

Czy pamiętacie film pt. Wag the dog (Merdać psem)? [Polski tytuł: Fakty i akty]. Film w którym Dustin Hoffman gra rolę zatrudnionego przez CIA (Robert de Niro) producenta filmowego, który ma sfingować wiadomości telewizyjne o rzekomej wojnie USA z Albanią? 
- Hoffman w tym filmie nosi imię Stanley i ginie w tajemniczych okolicznościach po tym, gdy upomina się o należne mu uznanie za usługę. Stanley Kubrick zmarł wkrótce po ukończeniu w stresie swojego ostatniego filmu (o czym nie wiedział), pt. Oczy szeroko zamknięte tym razem dla wytwórni Warner Bros.*, której zarząd - jak plotkowano w Hollywood nie był oczarowany - jeśli można to w ten sposób ująć - tym,  c o  Kubrick pokazał w tym filmie [o czym ostatnio pisałem na moim blogu:
Ludzie z zarządu WB chcieli, żeby Kubrick dokonał radykalnych zmian
w scenariuszu, jednak Kubrick odmówił. Aktor Dustin Hoffman grający reżysera Stanleya pochodzi przypadkowo z rodziny żydowskiej tak jak Stanley Kubrick.

I jeszcze raz Jay Weidner:
- Byłem we Francji gdy zmarł Stanley (Kubrick). W telewizji francuskiej zobaczyłem fragmenty z filmu "Oczy szeroko zamknięte". W tym zwiastunie było kilka scen, które nigdy nie trafiły do wersji ostatecznej filmu Stanleya. Wytwórnia WB przyznała się, że dokonała zmian w montażu filmu. Do dzisiaj nie zgadza się wydanie DVD z wersją reżyserską. Jest to nie tylko bezpośrednie złamanie umowy z Kubrickiem, ale oznacza, że nigdy nie zobaczymy oryginalnej wersji tego filmu.

Wygląda na to, że wielki Stanley Kubrick był na tyle naiwny, iż miał nadzieję, że umowa podpisana z diabłami zostanie dotrzymana. Tu przypominam o kłopotach reżysera z kościołem scjentologicznym, który więził jego córkę, a także
o powiązaniach z tym kościołem pary aktorów grających główne role w filmie OSZ.

Weidner: - I na koniec ciekawostka. Film OSZ miał premierę 16 lipca 1999 roku. Kubrick nalegał, żeby ta właśnie data premiery zawarta została w umowie. Dzień 16 lipca 1999 roku wypadał dokładnie 30 lat po starcie misji Apollo. Szczęśliwej 40-tej rocznicy, Stanley. Teraz możesz spoczywać w pokoju.

1999 kojarzy mi się z 1666 i fałszywym zbawicielem o nazwisku Szabtaj Cwi, który wyznaczył datę zbawienia na rok 1666. Wielu ortodoksyjnych wyznawców Jehowy uwierzyło w szatańskie doktryny tego talmudysty i kabalisty.
16 września 1666 roku podczas audiencji na dworze sułtana, Szabtaj Cwi wraz
z jego świtą zgodził się na konwersję i przeszedł na islam.
http://romannacht.blogspot.com/2013/08/1-ataturk-mickiewicz-sabatarianie.html

*) Obie gigantyczne wytwórnie filmowe zostały przed laty założone przez żydów rodem z Polski.
    Czy byli sabatarianami? Kto chce nie zbada szczegóły. 


W gruncie rzeczy niniejszy artykuł zawiera drobny fragment mojej nowej książki, która - z Boską i moich przyjaciół pomocą - ukaże się niebawem.

*  *  *  

Dla niedowiarków: na stronie internetowej http://www.apolloarchive/com/apollo_gallery/html
każdy może pobrać fotografie dotyczące niniejszego artykułu  i obejrzeć je sobie osobiście.
Na podstawie artykułu opublikowanego w australijskim magazynie NEW DAWN (117) 2009

4 komentarze:

  1. w takim razie czekamy na nową książkę, Panie Romanie!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę znaleźć na YT wywiadu z członkami misji Apollo 11 z 1969 r. Oglądałam ten wywiad ok. 1,5 roku temu. Teraz nie mogę znaleźć tego wywiadu. Może ktoś go tutaj wklei?
    Pamiętam, że panowie kosmonauci zamiast się cieszyć z udanego podboju kosmosu i jako że pierwsi "stąpnęli" na księżycu mieli dziwnie grobowe miny. Czy tak się zachowują zwycięzcy?
    Wracając do filmu z 1971 r. p.t. "mechaniczna pomarańcza" to proszę zwrócić uwagę na białe kombinezony opryszków, na ich kapelusze i ochraniacze na genitaliach. Kult falusa? A może i tym astronautom z APOLLA sprano mózg tak samo jak bohaterowi filmu j.w.?
    Obejrzałam dopiero trzy filmy Kubricka ale już wiem, że należy obejrzeć wszystkie.
    Pan Roman jest Wielki. pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. W "mechanicznej pomarańczy" jest o wiele więcej falicznych symboli, długo by pisać...

    OdpowiedzUsuń