Roman

Roman

niedziela, 10 stycznia 2016

Rosjanie i NASA UKRYWAJĄ WRAK POZAZIEMSKIEGO STATKU KOSMICZNEGO

Z moich notatek z lat 80-tych ubiegłego stulecia

       Na temat najbardziej strzeżonej tajemnicy ośrodka NASA wygadali się ostatnio... uczeni radzieccy. Tłem tak niepospolitej w Związku Sowieckim gadatliwości jest niezwykłej wagi odkrycie rosyjskiego astrofizyka, Siergieja Bożicza. Sprawę tę nagłośnił pułkownik armii radzieckiej, prof. Borys Sokołow
z Uniwersytetu Moskiewskiego.

- Jeszcze  w latach 1950-ch Bożicz zauważył dwie lecące blisko siebie satelity krążące wokół Ziemi po dzień dzisiejszy. Każdy z tych obiektów posiada średnicę około 30 m.

       W owym czasie loty kosmiczne tkwiły jeszcze w powijakach i dlatego Rosjanie podejrzewali, że udało im się zauważyć jakąś tajną, amerykańską broń umieszczoną na ziemskiej orbicie. Podczas dokładniejszych obserwacji zauważono obok tych obiektów także mniejsze fragmenty.

Płk. Borys Sokołow

Już wówczas pułkownik Boris Sokołow wypowiedział swoje niesłychanie dla żyjącej w niewiedzy stwierdzenie: Jak widać eksplodował tam pozaziemski statek kosmiczny, którego fragmenty okrążają Ziemię. Mimo to także prof. Sokołow nie był jeszcze stuprocentowo przekonany. Prowadząc dalsze badania poprosił o wsparcie kilku poważanych (w owych latach) ekspertów m.in. znanego też na Zachodzie, pułkownika, dra Aleksandra Kazańcewa.

Dr. Aleksander Kazańcew

       Uczeni ci zajmowali się przez kilka następnych lat dalszymi obserwacjami, pomiarami i analizami, na temat których wypowiedział się w końcu sam prof. Kazancew: Nie podlega to już dziś najmniejszej wątpliwości, że statek należący do jakiejś pozaziemskiej cywilizacji okrążał planetę Ziemię i być może załoga miała nawet zamiar lądować. Z nieznanych przyczyn pojazd ten został rozerwany, a jego fragmenty okrążają od tego czasu na globus. Załoga tego statku nie uszła z pewnością z życiem. Według naszych badań, statek ten miał średnicę około 60 metrów; wysokość 30 metrów. Wnętrze tego statku zostało podzielone na 5 etaży. Z powodu eksplozji pojazd ten został rozerwany na minimum 10 różnej wielkości kawałków. Dwa z nich mają średnicę około 30 m.

       Pogłębiając dalsze obserwacje, wszyscy biorący w tym projekcie udział chronili wyniku swoich badań jako tajemnicę państwową. Zarazem zespół ten rozważał ewentualne możliwości techniczne, pozwalające na ukrycie resztek  wraku tajemniczego statku kosmicznego. Rosjanie liczyli na uzyskanie rozwiązań technicznych, o ile uda im się przebadać te fragmenty, a to pozwolił by im na poważne wyprzedzenie - nie tylko amerykańskich - ale też własnych planów.

       Wprawdzie w owych latach dwojono się i trojono tak, że loty kosmiczne poczyniły błyskawiczne postępy, przy czym w ramach tego rozwoju pentagon zarządził zainstalowanie głęboko w skałach Rocky Mountains mało znaną wówczas opinii publicznej stację śledzenia obiektów latających w atmosferze. Były to oczy USA w postaci instrumentów pomiarowych i obserwacyjnych monitorujących i rejestrujących nawet najmniejsze krążące wokół Ziemi satelity. Stacja ta dysponowała już wówczas gigantycznymi komputerami przetwarzającymi wszystkie dane techniczne, jak tory lotu, szybkość poruszających się obiektów latających itp. Cokolwiek porusza się po niebie, wszystko zostaje zauważone przez oczy z Rocky Mountains. Stacja ta należy do najważniejszych baz amerykańskiego lotnictwa i zaopatrzona jest w czerwone telefony, łączące ją z Pentagonem i Białym Domem. Sowieci zdawali sobie oczywiście sprawę z faktu, że fragmenty rozerwanego statku kosmicznego zauważone zostały już także przez stację Rocky Mountains oraz z faktu, że nie uda im się ukryć fragmentów pozaziemskiego wraku dla swoich własnych badań.

[Zastanawiam się, dlaczego istoty poza ziemskie nie usunęły śladów swojej obecności na orbicie ziemskiej w czasach, gdy Ziemianie nie prowadzili lotów kosmicznych. Czyżby pozostawiono je tam celowo? RN]

Do tego myśl o być może przygotowywanej już przez NASA akcji ściągnięcia szczątków kosmicznego pojazdu na Ziemię spędzała im sen z powiek.
[Ludzie wzdragają się na myśl o współpracy jak długo nie są do niej zmuszeni, o czym świadczy zjawisko zwane konkurencją. To jeden z defektów psychologicznych ludzkości tej Ziemi. Związek Rad obawiał się, że wieńce laurowe dostałby się Amerykanom. Cóż za strata! RN]

Rozmyślając nad tymi trudnościami, Sowieci przypomnieli sobie o planowanym na 1963 rok a rok później zrealizowanym projekcie współpracy w Kosmosie z Amerykanami. Potajemnie urządzono w Moskwie tajne spotkanie na najwyższym szczeblu z kilkoma delegatami z NASA i zaproponowano im przeprowadzenie tajnej akcji mającej na celu ukrycie resztek odkrytego wraku statku kosmicznego.m.in. powiedział, że w większych częściach tego pojazdu muszą znajdować się ciała członków załogi, czyli że po ich przebadaniu badacze będą być może w stanie określić, skąd istoty te przybyły.

   Po dokładnym przestudiowaniu przez delegatów NASA obszernej dokumentacji sporządzonej przez sowieckich naukowców zgodzono się, że naszą planetę okrążają fragmenty rozsadzonego statku kosmicznego, jaki przybył do nas z głębin Kosmosu i uległ wypadkowi z nieznanych nam przyczyn. Podczas tego tajnego spotkania omówiono także kwestę sfinansowania jako to ujęto największego kosmicznego przedsięwzięcia naszych czasów. Eksperci z NASA powiedzieli, że związane z tą akcją koszta nie będą mogły zostać pokryte z bieżącego budżetu, jaki wynosi chwilowo ponad 5 miliardów dolarów, jednak żywią nadzieję, iż otrzymają wsparcie finansowe w ciągu najbliższych kilku lat.

       Wprawdzie w związku z tym tajnym spotkaniem doszło do „przecieków”, lecz ze względu na nieznaczną ilość szczegółów zawartych w tych "niedyskrecjach", uznano je za kaczkę dziennikarską. Rosjanom nadal zależy na wieńcach laurowych w związku z odkryciem szczątków wraku, pomimo że bez pomocy ze strony NASA (czytaj: Pentagonu) nie będą w stanie pokonać tej finansowej natury przeszkody. Skoro już zdecydowali się na uniesienie kurtyny i przyznali się do posiadanych wiadomości, to jedyną tego przyczyną jest chęć utrzymania swojego prestiżu w oczach opinii publicznej. Tajne projekty tego przedsięwzięcia leżą już na biurkach w Baikonur w Kazachstanie, jak i na biurkach placówek technicznych NASA.


Bajkonur - założony w 1955 r. kosmodrom ulokowany na terenie Kazachstanu

Cape Canaveral, w latach 1963-1973; dziś Cape Kennedy.
Tu znajduje się amerykański oficjalny ośrodek lotów kosmicznych

4 komentarze:

  1. Strach tykać takie obce obiekty. Ciekawą teorię na ten temat ma: http://uleszka.uprowadzenia.cba.pl/webacja/atomwoj/bogatom06.htm
    Ciekawe czy nadal lata ten stary wokół biegunowy: http://innemedium.pl/wiadomosc/satelita-black-knight-tajemniczy-obiekt-orbicie-polarnej-ziemi

    Może to takie, podwieszone miny, które zasyfiają ziemię i trują ludność w interwałach czasowych, ewentualnie monitorują liczbę ludności czy inne zjawiska i "spływa z nich łaska" -pomoru? Przestępca zazwyczaj po sobie sprząta swoje narzędzia, a więc to co zostało nie należało do napastnika? Piramidy, różne niemożliwe do podrobienia artefakty?

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym UFO to Illuminacka ściema. już dawno prezydenci Amerykańscy kombinowali jak koń pod górę jakby tu zjednoczyć ludzi pod pozorem niebezpieczeństwa z kosmosu. Papież tez jest gotów ochrzcić kosmitów. Pieprzą trzy po trzy para piętnaście, aby zainscenizować Blue Beam.

    OdpowiedzUsuń
  3. KTO NIE DOSWIADCZYL TEN NIE MA POJECIA ........ JA TAK .

    OdpowiedzUsuń
  4. Ci, którzy doświadczyli tzw UFO, to jest albo ukryta technologia, o której się nie mówi maluczkim, a która już dawno jest w posiadaniu władców świata, albo są to tzw znaki i cuda, czyli demoniczne manifestacje. Gdyby w średniowieczu jeden czy kilku ludzi gadali do małego urządzenia jakim jest komórka, to z pewnością wzięliby go za kosmitę.

    OdpowiedzUsuń