Roman

Roman

wtorek, 27 sierpnia 2013

ZREPROGRAMOWANY


ZREPROGRAMOWANY
Roman Nacht

21 stycznia 1986.
Anton zbudził się i stwierdził  zadowoleniem, że obok niego leży Helga. Szesnastoletnia Helga. Spojrzał na nią z miłością. Była piękna. Leżała - tak jak zasnęła po stosunku - naga z lekko rozsuniętymi nogami i sterczącymi dumnie do góry piersiami. W pierwszym odruchu chciał znowu wziąć ją w ramiona i zjednoczyć się z nią ponownie, lecz opanował swój popęd i poszedł do łazienki wziąć prysznic i ogolić się.
- Nareszcie nadszedł ten dzień – myślał goląc się pod włos. Chciał się jej podobać. – To najważniejszy dzień w moim i w jej życiu... w naszym życiu. Za kilka godzin będziemy już po drugiej stronie tego przeklętego muru.
Anton dotrzymał danego jej słowa. Obiecał, że tym razem zabierze ją ze sobą, na drugą stronę muru, na Zachód. Ile razy odwiedzał mieszkającą w Berlinie Wschodnim chorowitą ciotkę, tyle razy Helga płakała, gdy wracał na drugą stronę.
- Tobie jest dobrze – mówiła  z zazdrością w głosie. – Możesz sobie podróżować w obie strony, a ja ...co? Zostanę tu uwięziona na całe życie.

Anton skończył skrupulatne golenie i wszedł pod prysznic.
- Uda się, uda się – powtarzał sobie w myślach. – Nie może się nie udać. Jeszcze tylko kilka godzin...

- Ich liebe Dich, Anton – szeptała mu Helga do ucha.- Kocham cię i chcę być z tobą, tylko z tobą, na całe życie..., a potem kochali się namiętnie a on ocierał łzy z jej cudnych niebieskich oczu i przysięgał jej, że ją zabierze na drugą stronę i leżąc objęci nadal w miłosym uścisku, szczęśliwi snuli plany na przyszłość. Anton weźmie sobie kilka dni wolnego z pracy i przyjedzie samochodem. Prześpią się u jego ciotki i z rana, wcześnie rano, gdy większość ludzi jeszcze śpi, Helga błyskawicznie wskoczy do bagażnika mercedesa Antona i... to nie potrwa o poranku długo...
- Ty otworzysz bagażnik i wyciągniesz mnie po drugiej stronie! Mensch Anton! Po drugiej stronie! Na Zachodzie! Anton!
Leżeli blisko siebie i wręcz onanizowali się tą wizją.

- Dziś nadszedł ten dzień! – mruczał do siebie Anton ubierając się.

***
Siedzący za kierownicą samochodu Anton zapalił znowu papierosa i ściszył radio. Postanowił sobie, że będzie spokojny i nie ulegnie napięciu, ale niestety... Jego nerwy nie wytrzymywały. Palił jednego papierosa za drugim, pocił się na plecach, miał mokre dłonie i jedyne czego sobie życzył, to znaleźć się już po drugiej stronie tego przeklętego muru.

- Jeszcze jedno auto przed nami i jesteśmy w domu – wizualizował.– Zjemy śniadanie, Champagnerfrühstück, tak, śniadanie z szampanem i z kawiorem i z wędzonymi ostrygami. Takich delikatesów Helga jeszcze w ustach nie miała. A potem będziemy się kochali. Ona tak bardzo lubi się ze mną kochać. Jego napięcie nerwowe zmieszało się z podnieceniem wywołanym tą myślą. - Ach, Helga! Ona jest taka piękna...
- Reisepass, Kraftfahrzeugschein  – zwrócił się do niego mundurowy. Schylił się i zaglądnął przez otwartą szybę do wnętrza samochodu. Jego spojrzenie niczego nie wyrażało.

- Czerwona świnia – pomyślał Anton podając mu paszport i dowód rejestracyjny pojazdu. - Ein rotes Schwein!
Mundurowy zajrzał do paszporu i pstryknął palcami:
- Kofferraum, bagażnik, proszę otworzyć bagażnik...
- Jest pusty – Anton starał się wypowiedzieć te słowa z przekonaniem i spokojnie  – nic nie wiozę, odwiedziłem tylko ciotkę...
- Bagażnik – beznamiętnie odezwał się znowu mundurowy otwierając drzwi samochodu i udając się w stronę bagażnika.

Anton poczuł jak pot ścieka mu po plecach. Stanął obok mundurowego i cicho, błagalnym głosem prawie wyszeptał:
- Proszę, niech pan pozwoli mi odjechać. Bitte, bitte...
- Otworzyć – niewzruszony jak robot wydał rozkaz mundurowy.

Anton otworzył bagażnik. Spojrzał na przerażoną twarz Helgi i pomógł jej stanąć na nogi.
- Ja, ja – kiwnął głową mundurowy. Dla niego była to rutyna. Już kilka takich scen miał za sobą. – Kommen  Sie mit! Proszę ze mną!
- Ja nie chciałam uciec. Ja nie... To on mnie namówił – płacząc Helga wskazywała palcem Antona.
- Helga, Helga – powtarzał w szoku Anton.
- Du Idiot! To przez ciebie! To on mnie namówił... ja nie chciałam... – powtarzała zalewając się łzami.
Anton nie wiedział, że poprzedniego dnia Helga zwierzyła się swojej kuzynce ze swojego planu. Pocałowały się na do widzenia ze łzami w oczach. 

***

Anton  Dussel ...na mocy §...blablabla ... 3 lata pozbawienia wolności.
Helga Lügner... na mocy §...blablabla ... ze względu na współpracę z organami śledczymi... 2 lata pozbawienia wolności.

***
Anton postanowił zaprotestować: - To tak dalej być nie może! Za to, że ktoś nie chce mieszkać w tym więzieniu - bo państwem tego tworu nie można nazwać – za to idzie się do więzienia?! Na całe lata!? A potem jest się sprzedanym na Zachód  jak niewolnik na jarmarku w Afryce! Nie będę jeść! Nie będę jeść na znak protestu. Zobaczą, że są jeszcze faceci z jajami.

O drugiej w nocy w drzwiach jego celi stanęło dwóch strażników.
- Aufstehen! Kommen sie mit! – rzucił w stronę zaspanego i osłabionego Antona jeden z wartowników. – Wstać!
Gdy wyszedł z celi, po raz pierwszy od kilku miesięcy, kazali mu stanąć chujem do ściany. Nie zgodził się. Chwycili go za ramiona i walnęli twarzą o ścianę.
- Nein! – ryknął. – Nie!
Ten wyższego wzrostu chwycił Antona za włosy i cisnął jego głowę o ścianę.
- Jak mówimy do ściany, to masz stanąć do ściany. Verstanden?!
- Nie ma mowy! – wrzasnął z bólu Anton. Poczuł w sobie przypływ nadludzkiej siły.

Ten niższego wzrostu przycisnął przycisk kontaktu i wzdłuż korytarza zaświecił czerwone żarówki, co oznaczało, że korytarzem prowadzony jest więzień.
Anton został zaprowadzony do pokoju, w którym siedział za biurkiem oficer STASI ze zmęczonym wyrazem twarzy. Spokojnie wyjaśnil Antonowi, że jego upór zostanie złamany, że nie takich jak on tutaj złamali. Anton musi w końcu zrozumieć, że nie potrafi trzeźwo myśleć, że na Zachodzie wyprali mu mózg, że tylko w NRD może dojść do siebie, że tylko tutaj ludzie mogą żyć szczęśliwie, bo mogą wspólnie budować swój kraj bez wyzysku człowieka przez człowieka... A tacy jak on, potomkowie faszystów przychodzą tu, aby z premedytacją zburzyć socjalistyczny porządek...

- Pocałuj mnie w dupę – przerwał mu rozdrażniony Anton. - Niech robią ze ną co chcą. Będę głodował, aż mnie stąd odeślą na Zachód – pomyślał.
Oficer STASI bez słowa nadusił palcem przycisk pod blatem biurka i w tej samej chwili otworzyły się drzwi pokoju, a w nich wartownik.
- Odprowadzić! Ścisła dieta! – rzucił beznamiętnie w stronę mundurowego, a do Antona:
- To dla twojego dobra. Zadbamy o ciebie. Wnet zmienisz zdanie.

Antonowi puściły nerwy. Tłumiony strach, zawód jaki sprawiła mu dziewczyna, którą szczerze pokochał i chciał uszczęśliwiać do końca życia, gniew skierowany na nią, za jej podłość, na siebie za bezmyślność, której nie potrafił sobie jeszcze wybaczyć, agresja w stosunku do przemocy i jawnej niesprawiedliwości, głód...; wszystkie te emocje przeistoczyły się w erupcję energii.
- Pozabijam was wy.... Ick mach’ Euch alle kaputt! - wyrwał sie ryk z jego ściśniętego gardła. Rzucił się w kierunku siedzącego za biurkiem agenta STASI. W jego mózgu widział jak okłada pięściami tę martwą, beznamiętna twarz – twarz ZŁA. - Pozabijam was!
Niestety. Długi, przykryty  zielonym materiałem stół pomiędzy nim a biurkiem uniemożliwił mu zrealizowanie tego zamiaru. Dwaj strażnicy rzucili się na niego i powalili na podłogę. Anton rycząc jak zwierzę wyrywał się, szalał, kopał i gryzł gdzie popadło przygniatających go do podłogi strażników. Jeden z nich uderzył go z całej siły łokciem w nos. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Ten drugi starał się rozbić mu jądra. Ktoś chwycił go za uszy i walnął z całej siły jego głową o podłogę. Jęknął raz jeszcze szarpiąc się bezradnie i zemdlał oszołomiony z bólu.

***

Gdy znowu otworzył oczy leżał nagi, przypięty szerokimi pasami do stołu. Chciał się poruszyć, ale nie udało mu się. Jego unieruchomiona głowa przylegała ciasno do blatu stołu owinięta skórzanym pasem. Ramiona, klatka piersiowa, biodra, kolana i stopy były unieruchomione pasami. Pomimo iż starał się przezwyciężając ból naprężyć wszystkie mięśnie, nie był w stanie tego dokonać. Jego zbolałe ciało odmawiało posłuszeństwa. Ból jąder, obolała twarz, klejące się oczy i smak krwi w ustach... Chyba złamali mi nos... Mózg Antona porządkował informacje. Teraz do jego uszu doszedł głos... To radio ...radio? Po chwili zrozumiał, że słucha przemówienia. To jeden z tych „czerwonych” coś bredzi... Chyba złamali mi nos...
Znów wyprężył się na ile mógł, ale ciało pozostało nieruchome.
- Halo! Halo! Dajcie mi wody! – zawołał, ale nikt nie zareagował. Przez chwilę słuchał nie starając się zrozumieć dochodzącego do jego uszu głosu z głośnika i ...zasnął.

***
Przez sen poczuł uderzenie dłonią w policzek. Znowu.

- Wach’ auf! – dotarło do niego. – Zbudź się! Wach’ auf, Mensch! Ktoś znowu spoliczkował go. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą dwie twarze. To nie były twarze dobrych ludzi. Jeden z nich ubany był w biały kitel. Mózg Antona pracował na zwolnionych obrotach.
- Bądź grzeczny – odezwał się ten w kitlu – będziesz grzeczny!? Leż tu spokojnie i nigdzie nie idź. Słuchaj sobie radia i nie ruszaj się z miejsca. Odtąd będziesz żyć normalnym życiem. MY ciebie wychowamy.

Anton odruchowo starał się poruszyć ciałem, usiłował wyswobodzić się z przygniatających go do stołu pasów, lecz oprócz bólu twarzy i jąder nic się nie zmieniło.
- Bądź grzeczny to ktoś ci umyje twój ryj – odezwał się znowu ten w białym kitlu. – Założymy ci cewnik i będziesz lał od tej pory tylko wtedy, jak dostaniesz coś do picia. Będziesz grzecznie  jeść i srać. Verstanden? W twoją zachodnią dupę włożymy ci rurę, żebyś nie musiał wstawać do sracza.
Anton przypomniał sobie w tej chwili, że od kilku dni nic nie jadł, że w ramach protestu przeciw uwięzieniu go ogłosił strajk głodowy. Coś mi wstrzyknęli. Zebrał myśli i z wysiłkiem wydusił ze zbołałych ust:
- Musicie mnie zabić, nie będe jeść. Językiem poczuł ruszające się w jego ustach zęby. Przypomiał sobie jak jeden ze strażników walił go łokciem po twarzy. - Schweine! Roten Schweine! Czerwone świnie! – jęknął raczej niż wymówił te wyrazy.
W tym czasie ten w kitlu wcisnął mu brutalnie cewnik w otwór członka. Anton odruchowo naprężył się i krzyknął z bólu.
- Tut es weh? Bolało? – spytał z udawaną troską w głosie lekarz. Widać było, że lubi swoją pracę. Nienawidził siebie za swoje tchórzostwo. Nigdy nie odważyłby się na próbę ucieczki z tego przeklętego kraju. A ci z Zachodu żyją sobie wygodnie... Nienawidził ich za to, że odważają się pomagać ludziom w ucieczce na drugą stronę tego przeklętego muru. Odważają się, a jemu brak odwagi więc współpracuje ze STASI. I wszyscy, każdy tylko o tym wie, nienawidzi go z tej przyczyny. Za to dostał mieszkanko w Berlinie... - Na, guck'mal... Patrz! Zeszczałeś się bezwiednie. Już nie tacy jak ty tutaj byli. Różnych pajentów miałem. i wszyscy, jak jeden szczają na siebie...  Na ja... Od tej chwili już ci się to nie przytrafi. Alles läuft nach sozialistischen gang. Wszystko przebiega zgodnie z socjalistycznym trybem.

***

Mijały dni i noce. W celi, w której trzymano Antona okno było zaśrubowane, a z zewnątrz zakryte metalową blendą. Zresztą i tak go nie widział, bo znajdowało się wysoko pod sufitem na ścianie za jego głową. Nad stołem na którym leżał zawsze świeciła się żarówka rażąc go w oczy, co zmuszało go trzymac je prawie zawsze przymkniete. Z głośnika niestannie dochodziły do niego słowa przemówienia. Z czasem nauczyl się przebywać tylko sam ze sobą i w sobie. Zasypiał, budził się, zasypiał... i szukał w sobie sensu przemówienia, które znał już na pamięć wbrew własnej woli. Gdy w końcu złamał się z głodu, bo i tak był zmuszony do życia kroplówką, zaczął poznawać siebie. To była ekstremalna sytuacja. Bardzo intensywne przeszkolenie. Niestety Anton nie był świadom tego, że może całą tę sytuację potraktować właśnie jako szansę; nie wiedział, że może sobie zadać jedno tylko, zasadnicze pytanie: CZEGO JA SIĘ TERAZ TUTAJ UCZĘ?
***

Pewnego dnia (a może pewnej nocy) do celi weszło dwóch strażników oraz pan doktor w białym kitlu. Ten ostatni, z papierosem w ustach, bez słowa usunął z jego członka cewnik i wyszedł na korytarz. Strażnicy pomogli mu usiąść na stole, który - jakby nie było – stał się pomostem pomiędzy teraźniejszością a przyszłością. Antona. Strażnicy zabrali go ze sobą do łazienki i w plastikowym kubku nieco większym od naparstka otrzymał płyn o zapachu lizolu, który oni nazwali „szamponem”.
- Masz dwie minuty – powiedział jeden z nich.
Anton zawlókł swoje zdrętwiałe ciało pod prysznic, wylał sobie zawartość kubka na głowę i stał pod zimnym strumieniem spod zepsutego prysznica aż zakręcili mu dopływ wody. Na mokre ciało nałożył spraną, o kilka numerów za dużą, flanelową koszulę, takie same spodnie i bluzę. Dali mu brązowe pantofle i kazali mu zachowywać się cicho. Hausordnung. Regulamin zakładu. Przytrzymując spadające z niego spodnie sunął wzdłuż mrocznego, o brudnozielonych ścianach korytarza, na których świeciły się czerwonym światłem żarówki. O nic nie pytał.
Strażnik który szedł po jego lewej stronie zatrzymał się i rutynowo rzucił komendę: Chujem do ściany!

Anton posłusznie stanął twarzą do ściany i oparł się o nią czołem. Ten, który szedł za jego plecami długim kluczem otworzył celę. Gdy wszedł do środka, zatrzasnął za nim drzwi.
***

Po kilku dniach przez klapę w drzwiach celi strażnik wsunął mu gazetę. Neues Deutschland sprzed trzech tygodni... Kilka artykułów było wyciętych nożycami. Wygłodzony mózg Antona chłonął bezkrytycznie każdą nową informację. Czytanie sprawiało mu przyjemność. Nie myślał. Czytał i...
Po pewnym czasie zaczął rozumieć o co im chodzi. W gruncie rzeczy mieli swoje racje. W Niemczech wcale nie było dobrze w czasach przed dojściem do władzy Hitlera, a w Trzeciej Rzeszy jeszcze gorzej. Po wojnie jego rodzice zaczynali od zera.
- W gruncie rzeczy mają rację. Na Zachodzie człowiek nigdy nie wie kiedy mogą zwolnić go z pracy. Ciągle jakiś strajk... – myślał czytając. – Za wszystko trzeba zapłacić, na wszystko trzeba mieć pieniądze. Ile nadgodzin się naharował, żeby odłożyć na pierwsze „miodowe” miesiące z Helgą na Majorce.

- A to kurwa! – pomyślał o niej z niesmakiem. – Udawała wielką miłość... A tu, oni odgrodzili się murem od tego wszystkiego... Nie ma bezdomnych, bezrobotnych. Nie są bogaci, ale niczego im nie brakuje. Każdy pracuje i ...żyje. Rząd faktycznie troszczy się o swoich obywateli. I co z tego, że nie pozwala im się uciekać na Zachód? A co już tam mamy na tym Zachodzie?
***

Pewnego dnia otworzyły się drzwi celi i pozwolono mu wyjść na zewnątrz budynku. Przez 15 minut przebywał na świeżym powietrzu w celi bez dachu nad głową. Nad głową spacerowali po murze odgradzającym jego celę od następnej uzbrojeni strażnicy. - No i co z tego? Za to świeci słońce - nie zniechęcał się.

***

- ...und? Wie fühlen Sie sich in unseren Anstalt? – spytał go śledczy. – Jak się pan czuje w naszym zakładzie?

Dwa tygodnie temu Anton zgłosił prośbę o rozmowę ze śledczym. Powziął świadomie decyzję. Teraz wypowie słowa, które zadecydują o jego dalszych losach. Wszystko dobrze przemyślał.
- Zrozumiałem. Dzięki tej małej kurewce... No cóż... jak to się mówi? In allem Bösen steckt ein guter Kern... "nie ma złego, co by na dobre nie wyszło". Ja naprawdę zrozumiałem. Chcę zostać tutaj, w NRD, chcę z wami budować kraj, w którym zacznę nowy rozdzial w moim życiu. Chcę złożyć prośbę... Nie chcę wracać na Zachód.

***
10 stycznia 1989 - Anton siedział w swojej celi i czytał gazetę: Mur będzie nadal istniał za 50 a nawet za 100 lat – przepowiadał Erich Honecker, pierwszy sekretarz Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności (SED) i przywódca NRD.    

10 czerwca 1989 - Anton nie posiadał się z radości. Jego prośba została rozpatrzona pozytywnie. Może zostać w NRD! Ma zapewnione prawo do pracy i stałego pobytu.
8 listopada 1989 - wyszedł na wolność. Odetchnął pełną piersią. Zaczynam nowe życie – powtarzał sobie wciąż od nowa. – Teraz wszystko będzie już inaczej.

9 listopada 1989 - padł mur berliński...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz